fbpx
Be My Hero

UWAGA!!! Nie pomyl filmów! – czyli o dwóch historiach Dywizjonu 303

W ten weekend premierę miał  Dywizjon 303. Historia prawdziwa. To już drugi film o tej tematyce w przeciągu miesiąca. Polsko-brytyjska produkcja 303.Bitwa o Anglię miała premierę 17 sierpnia. Kierowany ciekawością postanowiłem zobaczyć oba filmy, najlepiej jeden po drugim, żeby mieć od razu porównanie. Są to dwa zupełnie inne podejścia do tej samej opowieści. Pytanie brzmi, czy we właściwy sposób prezentują one historię polskich lotników? Oto kilka moich przemyśleń.

303. Bitwa o Anglię

Historię 303 Dywizjonu Myśliwskiego Warszawskiego im. Tadeusza Kościuszki zna chyba każdy, kto mniej więcej orientuje się w polskiej historii.  Można powiedzieć, że jest to gotowy materiał na film. Niestety twórcy 303. Bitwa o Anglię nie umieli wyciągnąć z tych  wydarzeń najważniejszych elementów i przedstawić ich w ciekawy czy fascynujący sposób. Fabuła jest pocięta i kompletnie niespójna. Opowieść ma być ponura i przygnębiająca, jednak scenarzysta nie był w stanie pokazać tego w sposób angażujący widza. Nie mówiąc już o zarysowaniu jakiegoś tła historycznego czy ogólnie rozmieszczeniu tej historii w czasie. Tutaj wydarzenia po prostu się dzieją, nie wiemy kiedy, nie wiemy czy dana scena miała miejsce od razu po poprzedniej, czy minął jakiś czas. Praktycznie nic nam się tutaj nie mówi, zarówno o wydarzeniach historycznych jak i relacjach bohaterów.  Jedyną rzeczą, która na plus wybija się w tej historii jest to, że polscy piloci są tutaj przedstawieni jako  banda niepokornych młodziaków, z których każdy ma swój charakter. W porównaniu do filmu Dywizjon 303. Historia prawdziwa, gdzie piloci byli raczej bohaterem zbiorowym, tutaj nie miałem problemu z zapamiętaniem każdego z nich. Na pierwszy plan wysuwa się postać Jana Zumbacha, granego przez Iwana Rheona. I z tym wyborem aktorskim mam spory problem. Fakt, wielki szacunek dla aktora, który postanowił nauczyć się chociaż podstaw polskiego, jednak nie były on wystarczające dla dystrybutora, który postanowił tą postać zdubbingować. I nie byłoby w tym nic złego gdyby nie fakt, że głos podłożony jest tylko pod kwestie mówione po polsku. Kwestie po angielsku są zostawione z oryginalnym głosem Rheona. I niestety słychać to bardzo… Dlatego nie rozumiem, skoro reszta pilotów jest grana przez Polaków, dlaczego twórcy zdecydowali się obsadzić główną rolę aktorem brytyjskim.

Mój drugi problem obsadowy to Marcin Dorociński w roli Witolda Urbanowicza. Film w Polsce był dość mocno nim promowany i dlatego rozczarowującym jest to, że nie ma tej postaci w filmie wiele więcej niż to co widać w zwiastunach. Nie znamy jego związku z pilotami, dlaczego jest tak ważną dla nich osobą. Kiedy pojawia się w koszarach wszyscy wiwatują i cieszą się, jednak nie jest nam powiedziane kim tak naprawdę ten człowiek jest.  Reszta pilotów  gra tutaj drugie skrzypce, jednak każdy z nich ma swoją małą historię wśród tego bałaganu fabularnego. Ja najbardziej polubiłem postać Gabriela, czyli młodego pilota, prosto po szkole, który będąc bardzo mocno wierzącą osobą nie chciał zestrzeliwać niemieckich samolotów, bo jak sam mówi „ widział tam ludzi”.

Pierwszą rzeczą, którą na pewno da się zauważyć zaraz po starcie seansu jest to, jaki ten film jest brzydki. I to nie w taki dobry sposób. Jest po prostu ponury, wyprany z kolorów i nieestetyczny. Walki powietrzne poprowadzone są w taki sposób, jakby montażysta nie miał pojęcia jak montować. W żadnej chwili nie wiem ani gdzie jesteśmy, ani gdzie znajduje się reszta pilotów. Nie pokazano nam również, jak wielkie są siły wroga. Po za tym żadna walka nie trwa za długo, a i efekty specjalne są bardzo niskiej jakości. Oczywiście wiem, że jest to produkcja telewizyjna, mająca bardzo mocno ograniczony budżet, jednak jestem zdania, że gdyby zabrał się za to ktoś z wizją, mógłby to przedstawić w o wiele ciekawszy sposób.

Gdy opowieść schodzi na ziemię, razem z naszymi pilotami, mamy przebitki na ich przeszłość, jednak są one krótkie, niewyjaśnione, nikt się do nich nie odnosi. Mam wrażenie, że twórcy chcieli w ten sposób pokazać co tak naprawdę kieruje naszymi bohaterami, co ich napędza. Jednak zupełnie to nie wyszło, bo te flashbacki są powrzucane w filmie bez kontekstu.

Podsumowując jest był to seans wyjątkowo nijaki.  Nie czuć w ogóle jakiejkolwiek ciągłości historii, która powinna wbijać w fotel. Nie był to też film, na którym można się pośmiać z tego jak zły jest. Niedociągnięcia techniczne i scenariuszowe nie pozwalają cieszyć się tą historią, przez co wyszedłem z kina w podłym humorze. Kilka scen dotyczących bohaterów tak naprawdę daje radę a reszta jest niestety do zapomnienia.

Dywizjon 303. Historia prawdziwa

Jest to polska produkcja oparta o książkę Arkadego Fidlera. Moim zdaniem jest to film lepszy od omawianego wyżej, dający się oglądać bez zgrzytania zębami, jednak też nie był to seans do końca udany. Ale po kolei…

Pierwsze minuty filmu wpłynęły bardzo pozytywnie na mój odbiór. W kadrze jest dużo ładniej, jaśniej, widać inne kolory niż szary. Miałem wrażenie, że ktoś miał pomysł na pokazanie tej historii. Jest również dużo lepiej jeżeli chodzi o bitwy powietrzne. Sceny są dłuższe i mają dużo lepszą choreografię. Niestety ładne zdjęcia nie tuszują braków scenariuszowych. Pierwszym i najpoważniejszym problemem tego filmu jest jego ton. Chociaż na sali kinowej bawiłem się nawet nieźle, to jak tylko zacząłem się zastanawiać nad tym, to całość legła w gruzach. Film, który opowiada o dość tragicznych, wojennych wydarzeniach ma niezwykle sielankową atmosferę przez cały czas trwania. W ogóle nie czuć dramatyzmu, który chociaż starano się zaprezentować w 303 bitwa o Anglię. Tutaj nasi piloci wylatują, zestrzeliwują paru Niemców, wracają i od razu biegną do pobliskiego pubu, żeby podrywać panienki i upijać się. Historia przedstawiona tutaj jest znacznie mniejszym wycinkiem czasu niż w produkcji brytyjsko-polskiej, co niestety nie uchroniło twórców od pokazania tej historii w dość chaotyczny sposób.

Zdecydowanie film kradnie Piotr Adamczyk w roli Urbanowicza. Jest tej postaci dużo więcej, a liczne flashbacki pokazują nam, że to on uczył naszych pilotów w szkole w Dęblinie, dlatego jest dla nich tak ważną osobą. Jest to bardzo charyzmatyczna postać(serio jest taka scena, w której zagrzewa do walki swoich podwładnych w taki sposób, że sam miałem ochotę wylecieć z nimi), czego nie pokazano nam we wcześniejszym filmie. Reszta pilotów, to tak jak pisałem już raczej bohater zbiorowy. Wybija się tutaj oczywiście postać Zumbacha, którego gra Maciej Zakościelny. Niestety aktor zupełnie nie odnalazł się w roli. Miałem wrażenie, że stara się być zadziornym chłopakiem aż za bardzo. Poza tym sama postać jest nudna i nie robi za wiele w samej fabule. Kolejnym problemem dla mnie byli sami Niemcy, którzy przedstawieni są w filmie niczym jacyś kreskówkowi złoczyńcy. Są źli do szpiku kości, nie przejmują się tym, że bombardują szpitale i tylko czekają gdzieś w chmurach na naszych dzielnych lotników. Pojawia się też postać „dobrego Niemca”, byłego kompana Urbanowicza, przez którego twórcy chcieli pokazać nam dylemat bohatera, który jest rozdarty wewnętrznie. Jednak poprowadzenie tego wątku nie ma najmniejszego sensu a  już jego zakończenie sprawiło, że lekko parsknąłem śmiechem.

Mamy tutaj dwa kompletnie różne podejścia do tej samej historii. Niestety oba są kompletnie nietrafione i nie potrafią przedstawić należycie losów Dywizjonu 303. Każdy z tych filmów ma coś w sobie i odniosłem wrażenie, że gdyby połączyć je w jeden to mielibyśmy całkiem znośną produkcję, oddającą zarówno dokonania jak i sam charakter polskich lotników w Anglii. A tak zostaliśmy z dwoma, raczej słabymi historiami, z których żadna nie jest warta wybrania się do kina. Więc jeżeli zastanawiacie się czy iść, to odpowiadam: wybierzcie inny seans.

Rafał Świderek

Lubię filmy, seriale oraz podróże w czasie i przestrzeni. W przerwach między ratowaniem świata, a walką z kolejnym złoczyńcą, wcinam banany, popijając czarną kawą.

Obserwuj nas na Twitterze