fbpx
Be My Hero

Everything’s Archie… czyli dlaczego powinniście odwiedzić „Riverdale”

Wyobraźcie sobie idealne, małe, amerykańskie miasteczko, gdzieś daleko od wielkomiejskiego zgiełku i szybkiego trybu życia. Dorośli to poczciwi, pracujący obywatele, a młodzież nie mająca większych problemów czas spędza na koktajlach mlecznych w pobliskim, przydrożnym barze. Wśród nich same archetypy: zwyczajny chłopak, miła dziewczyna z sąsiedztwa, szkolny outsider oraz lekko rozpieszczona córka miejscowego bogacza. Wzór cnót wszelakich i z pozoru wydaje się, że nic nie jest w stanie zaburzyć tego idyllicznego krajobrazu… Opis przedstawiony przeze mnie dotyczy komiksów wydawanych przez Archie Comics. Natomiast „Riverdale” bierze ten znany każdemu Amerykaninowi koncept i przewraca go do góry nogami.

W Stanach Zjednoczonych opowieści o Archiem i spółce to rzecz kultowa. Zna ją każdy: od małego dzieciaczka bujającego się na huśtawce po staruszka siedzącego na ławce w parku. Komiksy te wychowały całe pokolenia za oceanem. Jednak z czasem popularność tych tytułów spadała, przez co wydawnictwo zdecydowało się na wprowadzenie coraz dziwniejszych konceptów. Pojawiły się między innymi horrorowe serie, takie jak: „Afterlife with Archie” czy „Chilling Adventures of Sabrina”. Relaunch całej serii przydał się bardzo. Odświeżono szatę graficzną i umieszczono historię we współczesności, co pozwoliło Archie Comics konkurować z największymi na rynku.

A teraz przyszedł czas na serial od stacji CW, który postanowił wziąć tylko esencję z tych znanych wszystkim postaci i stworzyć historię, którą można umiejscowić gdzieś między „Plotkarą” a „Twin Peaks”. Z jednej strony nie ma się co dziwić, w końcu showrunnerem „Riverdale” jest Roberto Aguirre-Sacasa, czyli scenarzysta „Afterlife with Archie”. Mamy tu zatem postacie, będące cały czas takie jak w komiksach. Każda z nich została pogłębiona psychologicznie, tak więc  Archie to dalej miły chłopak, ale mający romans ze swoją nauczycielką, Betty musi zmierzyć się z dramatem rodzinnym, ojciec Ronnie jest w więzieniu za przekręty finansowe, a rodzina Jugheada się rozpadła, przez co jest on zmuszony stale zmieniać miejsce zamieszkania.

Jak wspomniałem na początku, Riverdale z daleka wydaje się wspaniałym miasteczkiem. To, co niszczy ten obraz, a zarazem jest główną osią fabuły, to śmierć syna najbogatszej rodziny w mieście – Jasona Blossoma. A to dopiero początek. Z czasem dowiadujemy się, że ojciec Jugheada należy do okolicznego gangu i najprawdopodobniej jest odpowiedzialny za morderstwo. W jednym z odcinków widzimy jak matka jednej z bohaterek wręcza mu pieniądze. Betty ma problem z apodyktyczną matką, która z odcinka na odcinek zmienia się w oczach widza i pod koniec naprawdę jej współczułem. Jedną z moich ulubionych postaci jest Cheryl Blossom, która w komiksach jest taką stereotypową „królową liceum”. Tutaj na początku próbuje budować swoją popularność wykorzystując śmierć brata. Dość niepokojąca jest jej relacja z Jasonem oraz to, że rzekomo widziała jego utonięcie. Później okazuje się, że ich kontakty miały charakter bardzo jednostronny. Niemniej wewnętrzny dramat nie przeszkadza Cheryl w byciu typową licealną wredotą. I tak właśnie budowana jest każdy bohater w tym serialu.

Na uwagę zasługują również postacie dorosłe, z których każda ma swoją drogę do przejścia. Ojciec Archie’go boryka się z problemami finansowymi, nawiązuje romans z mamą Ronnie. Rodzice Betty cały czas mają coś do ukrycia i tak dalej. Obok tych wątków obyczajowo-dramatycznych mamy oczywiście sprawę zabójstwa. Praktycznie do końca nie jest nam wyjawione, kto jest winny, mimo, że scenarzyści w trakcie sezonu podsuwają nam różne postacie. Mimo, że rozwiązanie zagadki okazuje się dość proste, czułem się bardzo usatysfakcjonowany, bo w sumie wpisuje się ono w stereotypowość i archetypiczność całego świata przedstawionego.

Na początku najmniej podobała mi się postać Archie’go. Był on zdefiniowany tylko przez romans z nauczycielką i w sumie niewiele mnie to obchodziło. Dopiero jego późniejsze przygody, nowy romans, pierwsze próby jako piosenkarz przekonały mnie do tej postaci. Ogólnie nie podobało mi się kilka wątków. Uważam, że Kevin Keller zasługiwał na trochę więcej czasu ekranowego. Nie podobało mi się to, że Veronica w pewnym momencie z postaci stała się maszyną w kółko powtarzającą „Mój ojciec jest zły, muszę dowiedzieć się co on takiego zrobił”.

To wszystko nie ma jednak znaczenia, kiedy dostaję serial na tak wysokim poziomie, zarówno realizacyjnym jak i aktorskim. To połączenie teen dramy i wątków kryminalnych sprawia, że serial ten powinien zadowolić zarówno rozmarzone nastolatki, jak i bardziej wymagającego widza. Jeżeli jeszcze nie widzieliście tego serialu to idźcie go oglądać, bo warto.

#RiverdaleStrong

bemyhero

Obserwuj nas na Twitterze