fbpx
Be My Hero

Krótki wpis o Castlevanii

Pierwszy sezon Castlevanii był bardziej wstępem do prawdziwej historii, niż jej faktyczną opowieścią. Cztery odcinki pozwoliły na zarysowanie konfliktu oraz przedstawienie nam głównych postaci. Niestety, po zakończeniu seansu pozostawał spory niedosyt, więc jak tylko dowiedziałem się, kiedy wyjdzie drugi sezon,to zaznaczyłem sobie tą datę na czerwono w kalendarzu. Część druga składa się z ośmiu odcinków, co pozwala na wydłużenie akcji oraz spędzenie więcej czasu z postaciami, które wcześniej ledwo poznaliśmy.

Fabuła sezonu poprowadzona jest dwutorowo i pokazuje nam wydarzenia z obozu Draculi oraz grupy, w skład której wchodzą: Trevor Belmond, Alucard oraz Syphs.  Chemia między tą trójką jest widoczna, a sprzeczki, głównie między Trevorem i Alucardem, są zabawne i napisane z polotem. Niestety, bardzo długo przychodzi nam czekać, żeby zobaczyć jakąś większą relację między nimi. Nie pomaga tutaj fakt, że naszych bohaterów na jakieś ¾ sezonu postanowiono umieścić w ogromnej bibliotece, gdzie szukają informacji jak zabić Draculę. Utarczki słowne między Panami stają się dość szybko frustrujące zarówno dla Syphy jaki dla widzów, którzy stają się coraz bardziej znudzeni brakiem akcji. Przez to od razu, gdy fabuła przenosi nas do biblioteki, czekamy z utęsknieniem na powrót do mrocznych i posępnych korytarzy zamczyska Draculi, bo najciekawsze akcje dzieją się właśnie tam. Co prawda sam Czarny Pan nie robi zbyt wiele, poza  zmasakrowaniem paru kupców w jednej z retrospekcji. Jednak na jego dworze poznajemy całą plejadę nowych bohaterów z dwiema postaciami ludzkimi, Hectorem i Izaakiem, na czele. Są oni generałami Draculi, którzy znienawidzili ludzkość. Kiedy król wyznacza ich do poprowadzenia swoich wojsk, reszta wampirzych generałów nie do końca pochwala ten wybór. Te dwie postacie są szczególnie dobrze rozwinięte. W trakcie postępu fabuły poznajemy ich charaktery, motywacje, powody ich nienawiści do gatunku ludzkiego oraz to jak znalazły się na służbie u Draculi.

Powolne budowanie historii i tempo odcinków, mogą początkowo lekko rozczarować, tych, którzy oczekiwali jeszcze większej dawki gore niż w pierwszym sezonie. Jednak ta część oparta jest głównie na dialogach, gotyckim, ciężkim klimacie i rozbudowie tego świata, na który ledwo zerknęliśmy kilka miesięcy temu. To znaczy, akcja jest powolna do ostatnich dwóch odcinków, w których autorzy wyciągają wszystkie asy z rękawa. Odcinek siódmy i ósmy są naładowane akcją w większej ilości niż cały pierwszy sezon, pokazują konflikt w takim napięciu, że siedziałem na krawędzi kanapy, czekając na kolejne sceny. Pojawia się także kilka fajnych nawiązań dla fanów gier. Jednak uważam, że te dwa odcinki nie wybrzmiałyby tak dobrze, gdyby nie cała podbudowa reszty sezonu. Tylko dzięki poznaniu świata i przede wszystkim polubieniu bohaterów, zależy nam na tym, co widzimy w ostatnich sekwencjach. Poza tym mam wrażenie, że druga połowa Castlevanii tworzy podwaliny pod przyszłość serii. To już nie jest opowieść o drodze Trevora Belmonda, który z pijaka i dupka staje się bardzo skutecznym zabójcą potworów. Mamy tu naszkicowane nowe konflikty, nowych bohaterów wraz z którymi możemy eksplorować ten przeciekawy świat. Szczególnie intrygujący jest dla mnie wątek Alucarda, który na koniec sezonu [SPOILER] pozostał z niczym, opuszczony i samotny.

Zwiększenie liczby odcinków było dobrym posunięciem, ponieważ sprawia, że pierwszy sezon wygląda jak pierwszy akt, wstęp do ważniejszych wydarzeń. Mam wrażenie, że opowieść dopiero teraz jest kompletna. Podoba mi się również klimat drugiej serii, który poszedł bardziej w stronę budowania nastroju i grozy, a nie tylko epatowania brutalnością.  Rozpoczęte nowe wątki sprawiają, że mam apetyt na więcej i już teraz czekam na trzeci sezon.

Rafał Świderek

Lubię filmy, seriale oraz podróże w czasie i przestrzeni. W przerwach między ratowaniem świata, a walką z kolejnym złoczyńcą, wcinam banany, popijając czarną kawą.

Obserwuj nas na Twitterze

Scroll Up