fbpx
Be My Hero

Zajrzyj do świata brokatu i wrestlingu. Drugi sezon GLOW to seria idealna

GLOW wróciło z drugim sezonem, który jest jeszcze lepszy. Spandeks, brokat, wrestling kobiet – wszystko osadzone w klimacie Los Angeles lat 80.

Wrestling to połączenie sportu, aktorstwa, widowiska i rozrywki dla ludu. Dorzucając do tego piękne panie, otrzymujemy formułę idealną, która powinna zadowolić każdego. Z takiego założenia wyszli w latach 80. twórcy real-life Gorgeous Ladies Of Wrestling, a także pomysłodawcy serialowej historii. GLOW to rewia pełna dziwności, stereotypów, “walki” do upadłego, dramatów i zwycięstw, dlatego tak dobrze działa jako seria fabularna.

Druga odsłona przygód wrestlerek, mierzących się z toną przeciwności losu, to produkt niemal idealny – znajdziemy w niej tematy społeczne, rasowo-polityczne, zepsucie przemysłu rozrywkowego, a także osobiste animozje. Sezon drugi GLOW kipi od świetnie napisanych wątków, postaci, które nabrały kolorytu oraz zabiegów formalnych, które wprawiają w zachwyt i osłupienie.

Ekipa G.L.O.W. po pierwszym sezonie

Obiecujący początek potrzebował zmian

Premierowe odcinki serialu pojawiły się na Netflix 23 czerwca 2017 i opowiadały fabularyzowaną historię show telewizyjnego, które było krótkożyjącym hitem telewizyjnym lat 80. Świetnie sprawdziły się jako wprowadzenie dla laików i zgrabnie pokazywały zmagania pań, chcących znieść monopol mężczyzn w wrestlingu. Ogromna w tym zasługa twórców – Jenji Kohan, Liz Flahive, Carly Mensch, a także Ursuli Hayden, jednej z oryginalnych G.L.O.W., która pilnowała, by wszystko, co tylko się da, było zgodne z prawdą. Obsadzenie Alison Brie, Marca Marona i Betty Gilpin w rolach głównych wniosło wiele aktorskiej odwagi i charakteru, a postacie drugoplanowe pchały serię do przodu. Ale nie byłoby dla tego bardzo dobrego produktu przyszłości, gdyby nie zmiany.

Sezon nr 2 to fantastyczny rozwój projektu, który, po początkowym zapoznaniu, nabrał jeszcze większej dynamiki i mimo ogromnej liczby wątków, spiął wszystko w pełną i piekielnie angażującą całość. Właściwie każdy, kogo widzimy na ekranie, jest postacią z krwi i kości. Każdy ma przeszłość, problemy i cel do osiągnięcia, a wszelkie odniesienia historyczne i kulturowe, dodają wielkiego smaczku.

Seria inauguracyjna obiecywała wiele, ale, gdy patrzymy przez pryzmat wydarzeń pobocznych, można zauważyć, że brakowało w niej życia. Dziesięć odcinków, które otrzymaliśmy 29 czerwca 2018 pokazują, że wszystkie braki zostały uzupełnione.

Zoya the Destroya a.k.a Ruth Wilder grana przez Alison Brie

Dziewczyny zaczynają przedstawienie

Program otrzymał zielone światło od lokalnej stacji K-DTV i rozpoczęła się produkcja pierwszego sezonu show. A razem z nią poznajemy bliżej nasze aktorki. Dopiero, gdy zanurzamy się głębiej w ich życie, odkrywamy prawdziwy dramatyczny nektar. Klimat epoki odczuwalny jest na każdym kroku, czy to przy produkcji kostiumów, liczbie wypalanych przez Sama Sylvię i Basha Howarda papierosów, czy też… w sposobie traktowania kobiet. GLOW nie ucieka od tematów trudniejszych: z boku zostawiamy konflikt Debbie i Ruth, a skupiamy się na niskich kontraktach wrestlerek, napastowaniu, czy traktowaniu damskiego show jako gorszego.

Serial mocno ocenia także stereotypizowanie ringowych alter ego bohaterek – Tammè (Kia Stevens), czyli Welfare Queen dostaje dużo miejsca w odcinku “Matka wszystkich walk”, a niekomfortowo powinniśmy się także czuć, np. oglądając pojedynek Black Junkchain vs Chola Junkchain w epizodzie “Noga”.

Welfare Queen i Liberty Belle wspierają się dobrym słowem przed walką wieczoru.

W show Sama Sylvii znajduje się wiele silnych, ale też zagubionych kobiet. Teraz także i one dostają chwilę dla siebie. Wiemy, że Debbie musi zmierzyć się z rozwodem i byciem samotną matką, a Carmen (grana przez Britney Young) chce być doceniana za to kim jest i co potrafi. Te wszystkie historie składają się w jedną całość, gdy grupa zaczyna zachowywać się jak jeden organizm, wataha (Sheila była bardzo zadowolona!), która doskonale radzi sobie w sytuacjach kryzysowych.

Wątki obyczajowe napisane i zagrane z klasą

Panie są w tek serii najważniejsze, ale panowie także dostają swoje pięć minut i bardzo dobrze wykorzystują blask fleszy. Sam (aktor Marc Maron), którego znamy jako cynicznego, alkoholika, który odpycha wszystkich w swoim życiu, będzie próbował stworzyć zalążek relacji z Justine, a beztroskiego i trochę dziecinnego Basha (Chris Lowell) dotknie osobista tragedia, która na pewno będzie rzutować na jego dalsze decyzje.

Bash i Sam przemawiają do swoich G.L.O.W.

W serii bardzo subtelnie i niezwykle taktownie pokazywane są wątki seksualności. Jako widzowie stoimy z boku, obserwujemy i kibicujemy rozwojowi akcji. Co prawda seria opowiada o czasach po epidemii HIV, ale pojawiają się niebezpośrednie do niej odniesienia. Drugi sezon przynosi także pierwszą otwarcie homoseksualną wrestlerkę, Yolandę Rivas (w tej roli Shakira Barrera), która skradnie serce jednej z dziewczyn.

GLOW wciąga bardziej z każdym odcinkiem

Serial trzyma nas w napięciu cały czas – angażuje nas coraz bardziej w przeróżne sfery życia bohaterów. Formalnie także jest czym się zachwycić. Wspomniany wcześniej odcinek “Matka wszystkich walk” kończy się pojedynkiem Liberty Belle vs Welfare Queen o koronę GLOW, jednak prowadzi do niego bardzo dokładna analiza życia obu pań i wyłącznie im jest ten epizod poświęcony.

Odsłona oznaczona numerem osiem czyli “Dobra siostra” to najlepszy odcinek serii, choć tak naprawdę w całości imituje on oryginalny format show telewizyjnego, skupiając się na piosenkach, fabularyzowanych skeczach, gagach opartych o niskobudżetową kiczowatość i oczywiście, walkach.

Finał drugiego odcinka (aż do samej końcówki) to szalone GLOW w czystej postaci. Otrzymujemy tam wszystko czego się spodziewaliśmy i jeszcze więcej. Szaleństwo, dziwactwo i pełne spektrum humoru.

GLOW nagrywają opening programu w centrum handlowym.

Wprowadzenie, rozwinięcie i koniec

Do ostatnich scen wszystko składa się w piękną całość. Mam jednak małe zastrzeżenia do dwóch elementów – zasygnalizowano nam, że w kolejnej odsłonie może czekać nas romatnyczna relacja Ruth i Sama, co nie jest aż tak dobrym wyborem. Dodatkowo, dziewczęta zbyt prosto uporały się z największym problemem tego sezonu. Cel tego zabiegu jest oczywisty, jakoś należy popchnąć akcję do przodu. Jednak po GLOW spodziewałem się trochę większej pomysłowości.

Serial fantastycznie ewoluuje. Z każdym odcinkiem widać pomysł, chęć zachowania detali, a najważniejsze są tutaj relacje, bo tylko na nich można z sukcesem budować historię. Teraz dla naszych dziwadeł moment przełomowy. Gorgeous Ladies of Wrestling muszą postawić kolejny krok. Liczę, że nie złapią po drodze zadyszki. Byłoby bardzo przykro.

Ten serial polecam każdemu kto lubi odrobinę wizualnej tandety, styl (bardzo) retro oraz świetny klimat i doskonale napisane postacie. A między nimi brokat i dużo spuszczania łomotu!

PS. Jeśli chcecie zobaczyć, jak wyglądało to prawdziwe G.L.O.W. – bardzo proszę. Na YouTube można znaleźć nagranie pilota show.

Kamil Matuszak

Moje życie składa się z muzyki, filmów, seriali i snu. Pomysłodawca Be My Hero, który chce stworzyć złowrogą, korporacyjną machinę i przejąć kontrolę nad światem.

Obserwuj nas na Twitterze