fbpx
Be My Hero

7 sezonów w lofcie. Finał New Girl na jaki czekałem

Pożegnaliśmy serię New Girl. Czy warto było przez siedem lat spotykać się w lofcie, by dorastać i przeżywać przedziwne historie? Zdecydowanie. Co jednak ważniejsze, otrzymaliśmy finał, którym możemy być usatysfakcjonowani.

Mam tendencję do podświadomego szukania sitcomu idealnego. To pewnie dzięki corocznemu re-watchowi Friends i częstym powrotom do How I Met Your Mother czy Community. Gdy w 2011 roku FOX zaczął emitować New Girl (pol. Jess i chłopaki) z moją ulubioną Zooey Deschanel, postanowiłem skosztować kilku odcinków, choć format zdawał się nie być dla mnie. I tak zostałem na siedem długich lat, z grupką dziwaków w lofcie. A teraz, w maju 2018 roku przyszło mi ich pożegnać. Jest mi smutno, ale jednocześnie czuję, że 8-odcinkowy, finałowy sezon to była najlepsza decyzja z możliwych.

Od razu sprostuję – New Girl nie jest tym “sitcomem idealnym” z pierwszego zdania. Oj, wiele mu brakuje do tego terminu. Seria była dla mnie tym bezpiecznym przylądkiem, gdy inne tytuły wymagały ode mnie coraz większej koncentracji i szukania połączeń między wątkami fabuły. Tutaj zawsze wiedziałem, czego mogę się spodziewać: nadopiekuńczej Jess, Nicka, którzy rzuci kilkowa nieodpowiednimi żartami, Schmitda, który spróbuje posprzątać mieszkanie, czy Winstona, przygotowującego nowy prank. Produkcja FOX-a złapała dużą zadyszkę w okolicach 3. sezonu, po pierwszej, nieudanej próbie Jess i Nicka, ale uwierzcie mi na słowo, przetrwałem i bawiłem się dobrze oglądając drugą część serii numer 5., a przy numerze 6 często wycierałem łzy ze śmiechu. Dlatego byłem szczęśliwy, gdy dowiedziałem się, że stacja zamówiła finałowy sezon. Oznaczało to, że New Girl dostanie prawdziwe zakończenie, a po finałowej scenie z kwietnia 2017 nie było to takie oczywiste. To nic, że tylko ośmioodcinkowe, bo mi, gościowi, którzy zaczął oglądać tę dwudziestominutową komedię wyłącznie przez aktorkę, grającą tytułową rolę, to zdecydowanie wystarczyło.

Ale co takiego wydarzyło się w siódmym sezonie, że piszę o “finale na jaki czekałem”. Gdy po czwartej serii kontynuacja tytułu stanęła pod dużym znakiem zapytania, ze względu na słabą oglądalność i ciążę Deschanel, pomyślałem sobie, czy byłby to serial pełny, gdyby zakończono go w tamtym momencie. Odpowiedź była prosta, nie. Teraz, wiem, że historia ma sens. I nawet jakiś morał.

Jess i Nick na przyjęciu po-zaręczynowym.

O czym zatem jest 7. sezon New Girl i jak wkomponowuje się w całość? Każdy z bohaterów przeszedł już długą drogę i wydaje mi się, że wybrano najrozsądniejsze rozwiązanie (szczególnie przy okrojonym sezonie), czyli skok w czasie. Nasi szaleni współlokatorzy dorośli. Wiemy, że Cece i Schmidt spodziewają się dziecka, Winston i Aly właśnie wzięli ślub, a Jess i Nick będą razem. Przenosimy się w czasie aż o trzy lata – Miller jest pisarzem odnoczącym sukcesy i podróżuje po kraju razem z Jessicą, promując Pepperwood Chronicles, Cece jest głową rodziny, Schmidt tatą na pełny etat (aż zapuścił wąsy!), a Bishop i Aly spodziewają się dziecka. Kto spodziewa się nagłych zwrotów akcji i wielkich historii, powiniem poszukać nowego tytułu, bo finał NG powstał po to, by pozamykać wątki na dobre. Ze smakiem i wyważeniem, czyli tak, jak na tę produkcję przystało.

Nick nieporadnie planujący oświadczyny – jest. Supertata Schmidt – mamy to. Winston panikujący, że zostanie ojcem – oczywiście. Do tego o swoje upominają się Bob Day, który daje Nickowi okienko na poproszenie o rękę jego córki oraz Russel, były chłopak i nowy pracodawca Jess. Żegnamy Furgusona, witamy nowonarodzonego synka, celebrujemy ślub i sprzątamy loft. Ekspresowo, ale każda dziurka w historii zostaje wypełniona. Czy dostajemy coś wyjątkowego? Nie. Czy warto zamknąć oglądanie New Girl tym mini-sezonem? Zdecydowanie. Jeśli byliście przywiązani do doroślejących dziwaków z Los Angeles, na pewno nie pożałujecie.

Ślub Jess i Nicka nie mógł obyć się bez wpadek. Ale był idealny, tak jak oni.

Przez te siedem lat także aktorzy ruszyli do przodu, więc finał z ich perspektywy wydaje się rozsądnym. Co prawda Zooey Deschanel wyhamowała swoją karierę, za to Lamorne Morris, Max Greenfield, a przede wszystki Jake Johnson stawiają kolejne, coraz odważniejsze kroki w branży.

New Girl to nie seria, która nauczy Was czegoś nowego, albo zachwyci rozwiązaniami fabularnymi czy reżyserskimi. Jest to jednak słodka próba pokazania tego, jak Milenialsi, czyli ci zwykli trzydziesto-coś latkowie starają się znaleźć swoją drogę w życiu. Jak się rozwijają, prą do przodu, doceniają swoje małe sukcesy oraz jak robią to przy wsparciu przyjaciół. Dzięki za te siedem lat!

Kamil Matuszak

Moje życie składa się z muzyki, filmów, seriali i snu. Pomysłodawca Be My Hero, który chce stworzyć złowrogą, korporacyjną machinę i przejąć kontrolę nad światem.

Obserwuj nas na Twitterze