fbpx
Be My Hero

Czy warto jeszcze śledzić Arrowverse? Oglądam początek sezonu Arrow, The Flash, Supergirl, DC’s Legends of Tomorrow i Black Lightning

“Arrow” rozpoczęło w 2012 roku erę współczesnych superbohaterskich seriali telewizyjnych. Doczekaliśmy się już pięciu serii aktorskich, złączonych pod egidą DCTV Universe. Czy jednak nadal warto oglądać Arrowverse? I jeśli tak, to które tytuły? Na początku nowego sezonu, staram się rozwiać Wasze wątpliwości.

Był pewien etap w moim życiu, którym rządziły seriale superbohaterskie. Oglądałem wszystkie tytuły, które tylko bazowały na historiach komiksowych. Na początku nie było ich tak dużo: Arrow i Agents of S.H.I.E.L.D., a później The Flash i Gotham. Nabierało to ciekawych kształtów, uzupełniało kinowe uniwersa i pokazywało śmiesznych, rysunkowych bohaterów w bardziej skomplikowanym, “prawdziwym” życiu.

Czasy się jednak zmieniły, serie superhero to dzisiaj osobny gatunek telewizyjny, każda stacja “musi” jakiś posiadać w swoim portfolio, a w mnogości tytułów można się już pogubić. Większość seriali przestałem śledzić jakiś czas temu, po niektóre, jak np. Runaways czy Cloak & Dagger, nawet nie sięgając. Spora część nie prezentuje zachęcającego poziomu, inne są po prostu nudne. Jest jednak w tym wszystkim pewne uniwersum, które rozwija się już od sześciu lat i do którego, mimo głupot i banalności, warto czasami zajrzeć. Tym uniwersum jest oczywiście to, które stworzyła telewizja The CW.

Dlaczego ciągle ciągnie mnie do tych seriali, skoro już jakiś czas temu były wtórne? Z prostego powodu: pokazują na ekranach telewizorów i komputerów to, co znane z kart komiksowych – ciągłą ekspansję świata i interakcje pomiędzy bohaterami wielu tytułów. To zachęca mnie do sprawdzenia, raz na jakiś czas, co dzieje się w Star City, Central City, National City lub zakamarkach czasu i przestrzeni.

Przyznaję się, że po ubiegłorocznej przerwie bożonarodzeniowej nie wróciłem do żadnego tytułu spod znaku Arrowverse. Ominął mnie także cały premierowy sezon Black Lightning (które oficjalnie ciągle nie należy do reszty towarzystwa). Przy okazji powrotu seriali postanowiłem jednak dać im szansę i obejrzeć premiery, a jak się także okazało drugie i trzecie odcinki, wszystkich pięciu superserii i zastanowić się, czy taki zbiór przeróżnych charakterów, klimatów i ideologii, przyświecających tym tytułom ma sens i robi dobrze temu środowisku, które zaczyna przesiąkać zbyt wieloma projektami.

Czy po crossoverze “Elseworlds” nadal oglądamy Arrowverse? Sprawdźcie nasz materiał wideo o tegorocznym evencie DCTV.

Uwaga: wiem mniej-więcej co wydarzyło się w drugich połowach poprzednich sezonów Arrow, The Flash, Supergirl i Legend. Black Lightning obejrzałem w całości i na podstawie tych informacji przyjrzę się i wydam wyrok, czy warto nadal oglądać te serie. Jak to wygląda z motywacją u mnie? Zaparłem się i dam szansę wszystkim bohaterom, aż do crossovera “Elseworlds”, który odbędzie się na początku grudnia.

Arrow / Sezon 7.

Team Arrow rozpadł się po szóstym sezonie, gdy Oliver, Dig, Felicity i spółka zostali pokonani przez bandziora Ricardo Diaza. Queen został zdemaskowany jako Green Arrow (znów) i poszedł do więzienia, by chronić żonę oraz syna. Reszta ekipy porzuciła nocne życie i stara się działać zgodnie z prawem. Choć nie do końca. Smoke wraz z Rene ciągle próbują złapać Diaza i jego najemników z The Longbow Hunters, a Ollie już z wewnątrz Iron Heights stara się zrobić wszystko, by jego bliscy byli bezpieczni.

Problem siódmego sezonu jest jeden – “Arrow” trwa już zbyt długo. To serial, który powstał kierując się nolanowską ideologią superbohatera-męczennika, który chce zbawić wszystkich, nie zważając na własne (nie)szczęście. Niestety w 2018 roku ten schemat wyblakł, inaczej kreuje się herosów i ich świat, nawet, jeśli mowa o tak chrystusowych postaciach jak Steve Rogers. A twórcy pierwszego serialu Arrowverse nie planują zmieniać tonu. I uwydatnia się to na początku tej serii. Dominują tutaj wtórność i monotonność – nic nie zmienia się w charakterach i nastawieniu postaci, pomimo nowych sytuacji w których się znajdują. Nie widać żadnej nowej dynamiki, a statyczność wywołana wykorzystaniem tych samych schematów jest ogromna – Oliver musi mierzyć się z łotrami, których wsadził do więzienia, strażnicy wyżywający się na Queenie za to, że robił z nich niekopenentnych funkcjonariuszy będąc Arrowem. Reszta próbuje chronić miasto przed kolejnymi bandziorami, wybierając mniejsze zło, bez możliwości posiadania zdrowych relacji, czy osobistych sukcesów.

Ta seria jest niestety pierwszą do kasacji i jeśli nie jesteście fanami mięśni Stephena Amella lub urody Emily Bett Ricards czy Juliany Harkavy, to spokojnie możecie dać sobie spokój. Nic Was tutaj już nie zaskoczy. Może oprócz flashforwardów, które zastąpiły retrospekcje.

The Flash / Sezon 5.

W finale czwartego sezonu Flash, wraz ze swoją drużyną oraz tajemniczym speedsterem, pokonał Thinkera i zapobiegł zniszczeniu miasta przez spadające satelity, naładowane czarną antymaterią. Teraz przychodzi mu się zmierzyć z Cicadą, przeciwnikiem, który chce śmierci wszystkich meta-ludzi oraz humorami swojej córki… z przyszłości. “The Flash” to największa opera mydlana ze wszystkich serii The CW. Konflikty, które powinna rozwiązać jedna rozmowa, tajemnice, które nie powinny mieć wpływu na fabułę, coraz szerszy skład Team Flash i coraz większa liczba szybkobiegów, którzy chcą naśladować Barry’ego.

Największym problemem tego serialu jest skupianie się na potworach tygodnia i pomijanie o wiele ciekawszych wątków. Przecież bohaterowie mogą swobodnie poruszać się po Multiwersum! Pomijając często histeryczne i niekonsekwentne zachowania postaci oraz trzymanie wielu sekretów, można się tutaj ciągle dobrze bawić. Nie tak dobrze, jak kiedyś, ale dzieje się na tyle dużo, że nie zawracamy sobie już głowy nieporozumieniami rodziny West-Allen, czy wewnętrzną walką Caitlin z Killer Frost. Ta seria podsuwa nam sporo easter-eggów, wielu bohaterów i możliwość domyślania się, jak wygląda kolejna wersja Ziemi, oznaczona jako np. Earth-33. A pobudzanie naszej fantazji i dziecinnej radości, to chyba cel nadrzędny tych cotygodniowych wypraw do Central City.

Supergirl / Sezon 4.

Karze po raz kolejny udało się zażegnać kosmiczne zagrożenie w finale sezonu numer trzy. Status Quo się zmienił – Alex zastąpiła J’onna J’onzza jako dyrektor DEO, na miejscu Winna pojawił się Brainiac-5, a Jimmy przestał być Guardianem. Tylko Lena Luthor nadal nie zorientowała się, że Supegirl i Danvers to ta sama osoba. Sezon czwarty daje nam coś nowego, ale nadal w duchu supermanowego everymana. Co jest dobre, ale trochę przesłodzone.

W National City i całych Stanach rozwijają się ruchu anty-alienowe. Do głosu dochodzą radykalne środowiska, które chcą “odebrać kraj z rąk Karaluchów”. Na ich czele stać będzie Agent of Liberty, taki zdesperowany facet, który dorobił sobie ideologię do swojego życiowych porażek. Wszystko przybiera bardzo x-menowy charakter, a Supergirl jest takim żyjącym przylądkiem nadziei, twierdzącym, że ludzie i obcy ciągle mogą żyć w zgodzie. Jeśli mieliście problemy z zakochaną Karą, darujcie sobie oglądanie patriotycznej Kary.

Jedyna dobra rzecz, jaka może wyjść z tego sezonu to telewizyjna interpretacja historii “Red Son”, a właściwie “Red Daughter”, dzięki wykorzystaniu twistu z The Harun-El lub inaczej Czarnym Kryptonitem z finału sezonu 3. I to chyba to przytrzyma mnie jeszcze przez moment przy oglądaniu kolejnych epizodów “Supergirl”.

DC’s Legends of Tomorrow / Sezon 4.

Nie spodziewałem się, że kiedyś to napiszę, ale serial, który był śmietnikiem dla całego uniwersum DCTV, do którego wrzucano wszystkich aktorów, którym ciągle trzeba było płacić, a którzy nie mieli już miejsca w Arrow lub The Flash, jest obecnie najciekawszym tytułem spośród wszystkich. Pełen przygód, dziwnych herosów i potworów oraz bawiący się konwencją drużyny bohaterów, rodem ze Złotej Ery komiksów. Wyrzutkowie teraźniejszości, podróżujący w czasie i walczący z magicznymi istotami, które uciekły z piekła? Tak, bardzo proszę!

W trzecim sezonie Legendom udało się pokonać wielkie zagrożenie jakim był Mallus, demon z Twoich najczarniejszych koszmarów, za sprawą stworzenia czegoś na wzór Megazorda, który wyglądał jak maskotka Beebo. Teraz, gdy sytuacja jest opanowana, a Kapitan Lance i reszta ekipy mają sztamę z Time Bureau i szefową Avą Sharpe, wszyscy mogą skupić się na kolejnych szalonych podróżach. Legendy w czwartym sezonie odwiedziły już XVII-wieczne Salem, Woodstock z ’69 i punkowy Londyn z końcówki lat 70. Nie ma już z nimi Firestorma, Kid Flasha i (jednej z) Vixen, jest za to John Constantine. Oh, Johnny-boy!

Legends of Tomorrow to serial o drużynie dziwaków, której udaje się rozwiązywać zagadki w iście komiksowym stylu. Jasne, znajdują (niestety) czas na kłótnie i płaczliwe rozmowy o życiu, a trwają one z reguły krótko. A później można zabrać się za pogoń za jednorożcem, wyrywającym ludziom serca.

DC’s Legend of Tomorrow? Zdecydowanie polecam, jeśli tylko szukasz ciekawych i niezobowiązujących eskapad z szalonym składem herosów. Myślę, że zostanę w nimi do końca, nawet pomimo tego, że nie biorą udziału w tegorocznym crossoverze.

Black Lightning / Sezon 2.

Pierwsza seria Black Lightning zawdzięczała swoją siłę spójności historii i liczbie odcinków. Rodzina Pierce’ów przeszła długą i trudną drogę podczas pierwszych trzynastu epizodów – było powolne rozwijanie i rozwikływanie zagadki, były konflikty, zdrady, problemy w życiu prywatnym i odnajdywanie się w nowej roli. Było też trzymanie naprawdę solidnego poziomu (może poza kilkoma momentami CGI, ale wiadomo, The CW ma z tym problem nie od dzisiaj). I nadszedł sezon drugi.

Ta seria liczyć będzie szesnaście odcinków i wygląda na to, że twórcy postanowili przystopować z rozwojem fabuły. Mamy już przecież Black Lightning, mamy Thunder, a lada moment prawdopodobnie strój przywidzieje i Jennifer, stając się Lightning. Wrócił Tobias, a doktor Stewart i Gambi ciągle wspierają herosów. Nowe odcinki są jak na razie zbyt przegadane, przepełniowe niepotrzebnymi dramatami i, co najgorsze, skręcają w stronę potworów tygodnia z głównym wątkiem ukrytym na drugim planie. A to boli mnie najbardziej.

Liczę, że jeszcze wiele dobrego wydarzy się w tym sezonie Black Lightning. Jeśli jednak forma serii nadal będzie pikować w dół, a Freeland nie zostanie oficjalnie wchłonięty przez Arrowverse i Earth-1, to nasze rendez-vous może zakończyć się w 2019 roku. Ale sezonowi 2. jeszcze warto dać szansę.

Podsumowując, które seriale zalecam oglądać? Bez żadnej wątpliwości DC’s Legends of Tomorrow. Z drobnymi zastrzeżeniami Black Lightning, a z większymi The Flash. Supergirl może otrzymać ciekawy story arc, gdzieś w środku sezonu, natomiast Arrow jest wyłącznie dla tych, którym przyjemność sprawia zadawanie sobie bólu. “Elseworlds” już za miesiąc i nie mogę się doczekać, bo podczas crossovera zobaczymy premierowo Black Supermana, Anti-Monitora, a przede wszystkim Gotham City i Batwoman w Arrowverse. Mam tylko nadzieję, że dotrwam do 9 grudnia, razem z tymi pięcioma serialami.

Życzę sobie i Wam wytrwałości!

Kamil Matuszak

Moje życie składa się z muzyki, filmów, seriali i snu. Pomysłodawca Be My Hero, który chce stworzyć złowrogą, korporacyjną machinę i przejąć kontrolę nad światem.

Obserwuj nas na Twitterze